niedziela, 27 listopada 2011

Nalewka polska z poniemieckiego głogu na bazie przypraw z orientu :)

Wiem, wiem. Polski słoik może nie wygląda zbyt zachęcająco. Na pewno nie jest rustykalny. Kolor... wiem, wygląda na czarną breję ale tak naprawdę jest to szlachetnie ciemny rubin ;) Głóg został zebrany w niedzielę rano z pierwszym pianiem kura w czasie mrozu z dawnej, poniemieckiej plantacji o której cały świat już dawno zapomniał. Następnie został zalany polskim spirytusem i macerował się przez około 5 tygodni czujnie obserwowany i silnie potrząsany codziennie. Po maceracji połączono go z syropem na bazie polskiego cukru, indyjskiego cynamonu, wanilii i kilku goździków z Zanzibaru oraz skórki cytrynowej (palce lizać!). Następnie aromatyczny alkohol po maceracji połączono z syropem czego efekt widać na zdjęciu. Po tygodniu "przeżerania się" trunek zostanie przefiltrowany i zabutelkowany. Przez ten czas wystawiony na światło dzienne zmieni swój kolor na jaśniejszy. Bardziej szlachetny ;) Przez minimum 6 miesięcy będzie dojrzewał w piwniczce znajdującej się oczywiście w poniemieckiej willi. Dojrzewanie odbędzie się w 100-letniej (a jakże!) poniemieckiej butelce z ciemnego zielonego szkła dzięki czemu nalewka nie zmieni już swojego koloru (nowa uszczelka jest polska :))

(28.11.11 r.) PS: ...a w szufladzie zamrażarki po prawej stronie mrozi się dzika róża. Na następną nalewkę. Natomiast po lewej cała szuflada jest pełna młodych liści z pokrzyw :) Na gołąbki raczej się nie nada, do jajecznicy się nie nadało... generalnie na wykorzystanie jak na razie pomysłu brak, a i żal jakoś tak wyrzucić. Podobno dobra na łupież. Ale ten też jakoś się nie rzuca ;))))

9 komentarzy:

  1. aż mi się ślinianki uruchomiły :-). A że Freddie Mercury rodem był z Zanzibaru to dodatkowo myśli moje wokół tych buteleczek krążą. Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Słoik jak najbardziej rustykalny i jak najbardziej autentyczny. W takim samym przez 3 lata trzymaliśmy nalewkę malinową (w naszym mniemaniu) która okazała się w końcu malinowym octem (?).Przelaliśmy to "coś" do butelki z ciemnego zielonego szkła i stoi sobie jako hmm...rustykalny gadżet w "poniemieckiej" spiżarni;).
    Pozdrawiamy serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. naszapolana, Mateus: dzięki za słowa uznania! :) Słoik to jeszcze nic. Wieczorem pokażę Wam co się czai w naszej zamrażarce...! :)

    Tomek

    OdpowiedzUsuń
  4. Mateus: jeśli to odmiana pokrzywy (PS w poście)... to tak ;))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ho, ho! moczą się u mnie również zebrane jesienne owocki, jest tarnina, i głóg, i dzika róża, a nawet ubiegłoroczna kalina, która specyficznie pachnie /jak skarpety/, ale zawiera dużo garbników. Moje butelki są współczesne, ale ciekawe w kształcie i ozdobione witrażowymi malunkami, całkiem fajnie to wygląda, pozdrawiam serdecznie smakoszy domowych nalewek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już w to wierzę, że czekacie te 6 miesięcy, aż ona nalewka nabierze mocy urzędowej, no chyba, że Marta zamknie ją na sześć spustów w tej 100-letniej piwniczce i zgubi klucz :) moje kózki ucieszyłyby się z tych pokrzyw :) przesyłam Wam buziaki pełne górskiego słońca :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jola: oooo... to jest myśl! przywieziemy Ci pokrzywy!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Młode liście pokrzywy można parzyć jak herbatę - potem dodać miód i cytrynę. Świetnie działa na odporność, dobrze robi na cerę i oczyszcza organizm:-)))
    Pozdrawiamy z mroźnych Żuław!

    OdpowiedzUsuń