wtorek, 21 lutego 2012

Walka o autonomię

Dziś kilka słów o autonomii. Tym razem bez cienia humoru. Autonomii rozumianej jako niezależność. Autonomii w wielkim mieście Wrocławiu. Jakiś czas temu zdaliśmy sobie sprawę, że wraz z decyzją o przeprowadzce tutaj z życiowej konieczności, zaczęliśmy niepostrzeżenie tracić autonomię. Wodę, prąd, ciepło... wszystko zapewnia nam miasto. Wystarczy, że zapłacimy i mamy. Przyzwyczajani do wielkomiejskich wygód zaczęliśmy tracić swoją niezależność. Wolność wyboru poza decyzją o wyborze rodzaju sklepu i towaru na półce!!! Wystarczy przecież pójść do sklepu, wziąć towar z półki, zapłacić i gotowe. W pewnym sensie zaczęliśmy tracić również umiejętności przetrwania. Wyobraziliśmy sobie rodowitych wrocławian mieszkających tu od urodzenia. Ludzi, którzy nie wiedzą jak i zresztą nigdy nie robili żadnych przetworów. Ludzi, którzy nie wiedzą gdzie jest najbliższe źródło z wodą, którą można za darmo, czystą i zdrową, nabrać o każdej porze dnia i nocy. Nie znają smaku własnoręcznie przygotowanego soku z jeżyn. Nigdy nie zbierali godzinami płatków róży na powidła... ludzi, którzy nagle pozbawieni wygód jakie oferuje im miasto stają się kompletnie bezradni. Zdaliśmy sobie sprawę, że wielkie miasto nas kaleczy. Nie chcemy tak skończyć. Jedynym rozwiązaniem było podjęcie walki. Walki o umiejętność przetrwania, autonomię i wolność! I tak zaczęliśmy przywozić regularnie wysoko z gór wodę, robimy własne przetwory, nalewki, soki, konfitury. Wiemy jak wyglądają podstawowe zioła i na co pomagają oraz gdzie można je znaleźć. Nie poddamy się tak łatwo! To jest walka! To jest rewolucja! Też jesteście źli? Jesteście wkurzeni? Przyłączcie się do nas!!!!

7 komentarzy:

  1. Przyłączam się do Was.... ja mieszkam na wsi od roku a przyjechałam z drugiego po Wrocławiu miasta... tez mam w piwnicy spiżarnie pełną słoików, własne orzechy, soków nie robiłam ... z braku butelek :)
    Pozdrawiam Niezłomnych... trzymajmy sie razem...a może założymy jakiś wspólny Klub Internetowy ?

    OdpowiedzUsuń
  2. żeby nie było tak pesymistycznie, to powiem,że niektóry rodowici Wrocławianie (wiem,że zabrzmiało to osobliwie:)) nie stracili autonomii mieszkając całe życie we Wrocławiu. Ale to pewnie duża zasługa rodziców, którzy zaszczepili dzieciom to i owo:)
    A ja cały czas pamiętam z dzieciństwa, jak oprawić kurę, gdyby była taka potrzeba:))nalewek niestety nie robię - nie wytrwałyby chyba długo u nas:)zresztą, co tu pisać - ciągnie nas na wieś, dlatego zadłużyliśmy się na ruderię:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A my hm... wyemigrowaliśmy żeby stać się wieśniakami, którymi w głębi duszy cały czas jesteśmy. W każdym razie jest nas więcej. :-) I dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm - powiem tak. Na wsi naprawdę czasami życie bywa walką o przetrwania! Kiedy droga jest nieprzejezdna i trzeba dygać w wichurze po bardzo wątpliwej kładeczce, albo kiedy chłopa nie ma i trza drew narąbać, a potem w piecu rozpalić. Albo przy awarii prądu, gdy nie działa hydrofor - nie ma więc wody, nie działa CO i ogólnie jest niewesoło ( w mieście bez prądu jest co najwyżej romantycznie:-)))
    Ale przetwory i własne dary ziemi - jak najbardziej! Zioła - jak najbardziej! Soki i inne napitki - jak najbardziej!
    Z żuławskim pozdrowieniem
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, wkurzona nie jestem ;-) Może dlatego, że wyniosłam się z Wrocławia już ładnych kilka lat temu i udało mi się odtworzyć lub nabyć umiejętności życia blisko natury, czasem walcząc z nią, a czasem przyjmując z pokorą jej wyskoki... Brak prądu i na wsi może być romantyczny, tylko trzeba się do niego zawczasu przygotować ;-) I tego trzeba się nauczyć!
    A przetwory, zioła, własnoręcznie pieczony chleb - jakaż to satysfakcja!
    Czułe uściski ślę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zmaganie z trudami wzmacnia charakter - swoja droga nie jest dziwne ze na swiecie jest coraz wiecej ludzi, ktorzy tylko czekaja, az im zostanie pod nos podsuniete to i owo.
    Ja sie w miescie mecze, depresja mnie lapie. Wiekszosc zycia spedzilam przy koniach wyscigowych, pracujac ciezko fizycznie i tego mi teraz bardzo brakuje, plus bezposredniego kontaktu z natura. Dusze sie, ale mam nadzieje ze juz niedlugo... :)
    Pozdrawiam cieplo!
    A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, tak, zapraszam na Jaworzyny, zimą szczególnie, kiedy ręce szorstkie od mrozu, noszenia drzewa i rozpalania w piecu, kiedy w kuchni pachnie świeżo upieczony chleb, kiedy droga zawiana, kiedy do kóz trza iść przez zaspy. To jest szkoła życia, ale wiecie co, nie zamieniłabym tego na kaloryfery i supermarkety, chociaż bywa trudno i czasami człowiek wątpi, wiem, że jakby co damy sobie radę i wiem, że Wy też :)

    OdpowiedzUsuń